Annie Leibovitz w krainie kiczu?
Blisko rok temu pisałam o wyprawie Annie Leibovitz w krainę czarów. Dzisiejszy artykuł też jest o zdjęciach słynnej portrecistki. Tym razem trafiła ona jednak do Disnejowskiej krainy kiczu.
Zdjęcia wykonane na zmówienie amerykańskiej wytwórni lśnią i czarują feerią barw. Za tą kolorową powłoczką niewiele się jednak kryje. Żałuję, że wśród prezentowanych zdjęć nie odnajdziemy nawet śladu pełnego przenikliwości spojrzenia na portretowaną osobę, z którego od zawsze słynęła artystka. Czy usprawiedliwieniem dla lekkości projektu może być komercyjny charakter prac? Jestem ciekawa Państwa opinii.
Ja trzymam się nadziei, że to może tylko chwilowe i Annie wróci do porterów równie udanych, jak te:
{Zdjęcia via: webdesignerdepot.com}









Zgadzam się z Tobą w stu procentach.
Fotograf musi z czegoś żyć, Czasami trzeba iść w wymagania klienta , to nie pierwsza fatalnie kończąca się współpraca na linii Anie-Disney
warto zobaczyć to http://blurppp.com/blog/?p=1800
mini wystawa z Wawki jest 100 razy lepsza od projektu Disneya ;/
kiedy zaczniecie odróżniać sztukę od pracy na zlecenie? przychylenie się do wymagań pracodawcy niczego nie ujmuje jej talentowi.
Cóż… Są zlecenia pod którymi się podpisujemy, a są i takie którymi płacimy rachunki i zapominamy :) Życie…